Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 032 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


I wyjechała :(

sobota, 27 lutego 2010 22:12

Niestety, nie zdołała przełamać swojego zachowania. Nie jej to wina. Gdyby kiedyś została odpowiednio poprowadzona, do dziś byłaby oazą spokoju i pełna zaufania. Nie możemy ryzykować zdrowia dzieci, już i tak pokrzywdzonych przez los. Mam nadzieję, że mając za towarzystwo starszą koleżankę i ogromne przestrzenie wyciszy się na tyle, żeby dać radość swoim nowym właścicielom.




              

                                                                       


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Gleba ;))

sobota, 07 listopada 2009 19:44

        A tak, tak. Dobrze, że to ja, a nie któreś z dzieci. Jeździliśmy na hali w trzy konie. Fifa z przodu, ja w środku i Figuś za nami. Musiał ją ugryźć lub nawet lekko musnąć w miejsce, gdzie jest blizna (jest dość wrażliwa na dotyk w tym miejscu). Strzeliła z obu nóg i wypruła na oślep, wierzgając, prosto na betonową pochylnię. Już myślałam, że na nią wskoczy, więc szarpnęłam wodzę (totalny brak reakcji na zwykłe działanie, zero skrętu, czy hamulca), ona skręciła, a mnie siła odśrodkowa wrzuciła na pochylnię. Na szczęście nie zaczepiłam o metalowe rury ograniczjace pochylnię, bo mogłoby być groźnie. Pozbierałam się szybko, uspokoiłam wolontariuszki (Żyję!) i wsiadłam z powrotem. Dalsza jazda przebiegła prawidłowo, choć nie dopuszczałam, żeby jakiś koń jechał na ogonie. Pod koniec, w czasie jazdy na długiej wodzy, poklepałam ją po szyi, a ta odskoczyła, jakby ją ugryzł wąż. Tym razem się utrzymałam.

      I co my mamy z nią zrobić, przecież w trakcie hipoterapii naszym podopiecznym zdarza się niespodziewanie klepnąć, czy szturchnąć konia. Nie mamy na to wpływu. Koń do hipoterapii musi być odporny na takie zachowanie. Nie można go tego nauczyć. Albo reaguje, albo nie. Każdemu zdarzy się w takiej sytuacji drgnąć, machnąć głową, ogonem, ale odskoczyć??? Nie wiem, nie wiem ...

   A teraz z innej beczki: był kowal i zrobił jej kopyta, już po raz drugi i nareszcie widać różnicę:



A tak to wygląda od spodu:
Po przyjeździe do Fundacji:       lewa przednia                  Po wczorajszym werkowaniu:
                 

Prawa przednia:
                  

Lewa zadnia:
                   

Prawa zadnia:
                   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Szkolimy ;))

czwartek, 05 listopada 2009 10:42

Mała robi postępy :)) Umie już iść stępa nawet! He, he. Nie, no dla Niej to naprawdę dużo. I chodzi tu o stęp na lonży, bo pod siodłem nie ma z tym problemu. W ogóle pod siodłem jest dość grzeczna, a jej największą wadą jest, niestety, płochliwość, nieco mniejszą "lepienie się" do koni. We wtorek jeździłam na padoku, zrobiłyśmy zastęp z Lexusem, jako czołowym. Wszystko świetnie, tylko, gdy on puścił bąka, to Kajka mało zawału nie dostała i tak szarpnęła, że gdyby siedział na Niej dzieciak na pewno wyleciałby z siodła. Gdy zza hotelu wyszli ludzie zatrzymała się w miejscu z kłusa, a gdy za nią trzasnęły drzwi prawie siadła na zadzie. Wychodzi z Niej dolew konika polskiego. Otrzymała jego najgorszą cechę:/ Jeśli chodzi o jej "grzeczność" to dotyczy ona braku złośliwości. Nie próbuje wierzgać, brykać, ponosić, stawać dęba, nie ciągnie. Powoli uczy się reagowania na przyłożenie łydki, ładnie już rusza do kłusa, choć jest on na razie bardzo nieregularny. Na hali ciągle boi się ruchu za szybą w drzwiach, potrafi odskoczyć na bok, gdy ktoś się w nich pojawi. Tak samo zareagowała, gdy strzemię stuknęło w bandę. Ech, dużo jeszcze pracy...



Stęp na luźnej wodzy:

Zatrzymanie:


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pierwsza jazda na Kajabie ;))

piątek, 23 października 2009 23:08

Ano, nadszedł czas na pracę z Kajką. Rana się zagoiła, została blizna, ale nie jest już bolesna.



 Zaczęliśmy od round pen'u. Wszystko OK. Nastąpiło Jount Up i Fallow Me. Nadszedł więc czas na siodło i podogonie :))
O rany, ale była jazda :) Strzelała zadem tak, że wyglądało to na stanie na dwóch przednich nogach, a ogon smagał siodło, przy czym zasmarował je niezłym błockiem. Błotka było zresztą pod dostatkiem:

                      



                     Kantar pożyczony od Fify ;) Lądowanie po strzale.
                     

Na drugi dzień było ciut lepiej, strzały były tylko w galopie.
       W środę chciałam, żeby pochodziła też w stępie. Nic z tego. Najwolniejszym chodem był kłus, ewentualnie zatrzymanie przy wyjściu. Jak tylko prosiłam o ruch naprzód, zamieniał się on w szybki kłus lub galop dookoła i stój przed wyjściem.
       Żeby przerwać monotonię w czwartek poszliśmy na halę. Tam postępowałam z Nią w ręku i nie patrząc w jej kierunku odesłałam na duże koło. Zrobiła je w stępie i dostała chwilę przerwy w nagrodę. Założyłam siodło i podogonie. Grzeczniej niż zwykle stała przy ubieraniu. Po odesłaniu ani razu nie strzeliła, ale też i nie było galopu. Po podgonieniu do galopu strzeliła od niechcenia ze dwa razy i dała sobie spokój. Skończyliśmy pracę i poszła do stada na dwór.
      Dzisiaj mieliśmy trochę więcej czasu, wiec z góry nastawiłam się na wolniejsze tempo. Chyba zdało to egzamin, bo jej reakcje były chwilami bez zarzutu. Grzecznie i szybko przeszła Robertsa, podążanie było wzorowe, łącznie z cofaniem i zwracaniem. Stęp na całej hali, po kłusie i krótkich galopach na długiej ścianie wyszedł całkiem, całkiem. Musiałam tylko nie patrzeć jej w oczy - jest naprawdę na to wrażliwa. Nowym i kulminacyjnym elementem tego dnia była jazda. Wsiadłam z rampy, naciskając wcześniej na grzbiet rękoma i nie było na to ujemnej realcji. Wyglądało to tak, jakby tego oczekiwała. Wsiadłam, a Karol prowadził ją w ręku. Po kilku okrążeniach włożyłam stopy w strzemiona i zebrałam wodze. Szła spokojnie, nieznacznie usztywniając się przy przykładaniu łydki. Odpuściłam więc i rozluźniłam sie, żeby odczuwała mój (niemały ;)) ciężar jako współpracujący, a nie oponujący.



 Po chwili i kilku zatrzymaniach i ruszaniach skończyliśmy pracę a kobyłka z radością poleciała do stada, gdzie natychmiast pozbyła się przykrego odczucia tarzając się z lubością w trawie :))


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Perypetii z raną ciąg dalszy.

piątek, 09 października 2009 10:46

Ranka goi się błyskawicznie. Niestety, ciepliwość Kajaby skończyła się. Nie dała nam zrobić ostatniego zastrzyku z antybiotykiem. Na szczęście na razie nie widać żadnych komplikacji. Jak tak dalej pójdzie do końca przyszłego tygodnia wygoi się całkowicie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  53 374  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Witajcie! Znależliście się w świecie koni i ludzi zwariowanych na ich punkcie. Ja? No cóż, też do nich należę.

O moim bloogu

Historie z życia wzięte, końską pasją ogarnięte!

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Nie chce Ci się codziennie tu zaglądać? Podaj maila. Dam Ci znać.

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

tam tararam

Odwiedziny: 53374
Wpisy
  • liczba: 136
  • komentarze: 680
Galerie
  • liczba zdjęć: 94
  • komentarze: 17
Bloog istnieje od: 4177 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Favore.pl

Pytamy.pl